Zaznacz stronę

Amatorszczyzna

Zrób to sam

 

Ludzie lubią gadać. Szczególnie krytycznie na tematy, o których nie mają pojęcia. Internet jest pełny amatorów bez umiejętności, którzy myślą, że są mądrzejsi od specjalistów.

Kilka przykładów…

*

Szyta na miarę suknia ślubna z diamentowymi wstawkami. Fryzjer z TV, makijażystka gwiazd. Znany fotograf z dziesiątkami obiektywów. Kilkupiętrowy tort z lukrowymi ludzikami. Trębacz, orkiestra, zespół jazzowy. Upieczony świniak z jabłkiem w ryju.
Za bukiet ślubny czy wianek na sesję fotograficzną nie zapłacisz – przecież floryści to zdziercy. Zrobisz to sama!
Później takie gwiazdy własnych ślubów robią poradniki, tutoriale pod tytułem “Jak przyoszczędzić 150 zł i zrobić wianek własnoręcznie? Po co płacić florystom-zdziercom jak można zrobić samemu?“. Fachowy świat przestał się wkurzać na takie osoby – to raczej jest teraz dobra rozrywka. Nie ma to jak pooglądać radosną twórczość, która wygląda jakby ją zrobiły dzieci na zajęciach w przedszkolu.

Większość autorek takich wpisów uważa, że własnymi siłami są w stanie zrobić coś profesjonalnie – bez wiedzy, umiejętności, praktyki, porządnych kwiatów. Niestety rzeczywistość jest brutalna, ale mało kto ma odwagę powiedzieć wprost, że to jest porywanie się z motyką na słońce.
Przecież zamiast fotografa można kupić kilka jednorazowych fotoidiotówek. Na co komu porządna lustrzanka z niezłym obiektywem, licencją na programy graficzne, umiejętnościami “uchwycenia chwili” i wiedzą/praktyką? Każdy głupek potrafi wcisnąć guzik i zrobić zdjęcie.
Każda babcia potrafi ugotować pyszny obiad – na co komu przystawki, dania degustacyjne, świniaki? Jedzenie to jedzenie. I tak później się je wysra.
Zamiast zespołu można puścić radio – też będzie muzyka i dobra zabawa. Zamiast konferansjera można wystawić pijanego ojca, dziadka i wujka. Zrobią to za friko!

Można tak ciągnąć w nieskończoność. A na miejsce florysty można wsadzić każdego – fotografa, kucharza, muzyka. Każda z tych osób ma fach w rękach. Nikt nie jest wolontariuszem – każdy życzy sobie odpowiednią zapłatę. Jak kogoś nie stać na ich usługi to po prostu z nich nie korzysta.
Profesjonalizm i umiejętności kosztują. Głupie, internetowe pierdolenie nie. Zdecyduj się.

*

Kiedyś piwo to było piwo. Kosztowało maksymalnie 3 zł i było dobre! Teraz to robią jakieś dziwne twory po 8 zł albo i drożej – i to za butelki 0,3l!” Bzdura, która nadal jest powtarzana w pewnych kręgach “Januszy-piwoszy”, naszych dziadków i drobnych pijaczków stojących pod sklepami.
Jedni piją lekko nachmieloną wodę, która śmierdzi szamponem, a inni mocnego stouta leżakowanego rok w beczce po bourbonie. Jedni zapłacą za butelkę 3 zł, a inni nawet 50 zł. Pijesz to, co lubisz, to na co cię stać. Proste?
Cena produktu, jakościowo lepszego niż typowe koncernowe piwa, nie bierze się z powietrza – dobrej jakości słody, chmiele, drożdże… kosztują. Do tego dochodzą piwowarzy z ogromną wiedzą. Browar muszą wynająć, bo posiadanie swojego to szczyt marzeń. I najważniejsze – czas. Fermentacja potrzebuje czasu, leżakowanie potrzebuje czasu. To nie jest tydzień i piwo już leży w sklepie.
Zrób małą ilość piwa w domu i jak podliczysz wszystko… to wyjdzie ci, że piwo rzemieślnicze nie może kosztować tyle, co koncernowe. Po prostu nie da się tego zrobić w takiej cenie.

Smakuje ci eurolager produkowany na masową skalę? Fajnie, twoja sprawa. Tylko nie pierdol, że jest cztery razy tańszy od piwa rzemieślniczego. No, chyba, że dodasz iż jest także (minimum) cztery razy gorszy.
Nie czujesz różnicy między dwunastoletnią, a dwudziestoletnią whisky? To pij tańszą i nie komentuj głupio, że “jak nie ma różnicy to po co przepłacać”.

*

Gry bitewne czy zwykłe modelarstwo “na półkę” nie jest tanim hobby. Pierwsze zakupy są ekscytujące – wybór artykułów przyprawia o ból głowy, ale w pozytywnym znaczeniu. Jedyne co cierpi to nasz portfel.
Ale od początku… Posklejanie modelu, malowanie – zrobi to każdy. Każdy z innym wynikiem. Diabeł tkwi… w szczegółach. Czy ten Space Marine ma namalowane źrenice? Czy ten T-34 ma efekt brudu na pancerzu uzyskany pigmentami? Czy ten mroczny mag jest malowany z użyciem techniki OSL (Object Source Lighting)? Czy idealne przejścia na kamuflażu Mirage 2000 są uzyskane aerografem?
Dziesiątki technik i efektów uzyskane dziesiątkami różnych farb i pędzli. Umiejętność malowania aerografem, modelowania elementów od zera z mas modelarskich, przerabiania modeli na custom’owe wersje. Finalnie ludzie i tak stwierdzą, że trzeba mieć coś z głową, jeśli ktoś życzy sobie za “pomalowanie modelu” pięciokrotność jego wartości. I to w amerykańskich dolarach.
Są rzeczy “zaklejone farbą” i są “małe dzieła sztuki”. Niektórym ciężko to pojąć. Najciężej zrozumieć, że trzeba poświęcić czas, by uzyskać zadowalający efekt. Czas to pieniądz, więc model “swoje” kosztuje.
Ludzie mają umiejętności, więc się cenią. Widać to po cenach na zagranicznych aukcjach – tam można zarobić konkretne pieniądze. W naszym kraju już nie jest tak kolorowo – nawet dzisiaj można trafić na klientów, którzy “kupią model taniej, bo już jest pomalowany”. I nie jest to dzieło dziecka, a porządne rękodzieło. Nie arcydzieło, ale dobrze wykorzystane materiały i techniki, przez co finalna wersja nie może być tańsza niż sklepowa sztuka w pudełku. Zero szacunku dla twórcy i jego czasu.
Chcesz taniej – kup podróbę z Chin i sam pomaluj.

*

…i wniosek

Robimy coś profesjonalnie albo amatorskimi sposobami. Kupuj i płać za to, na co cię stać i nie pierdol, że ktoś ma drogo. Możesz zrobić coś taniej, ale zapewne jakościowo nie przeskoczysz profesjonalisty.
Nie wierzysz? Zrób coś sam – policz czas, materiał, odlicz podatki… i zadaj sobie pytanie: “czy robiłbym to za groszową zapłatę?”
Zanim zabierzesz głos – pomyśl, zastanów się. Tak mała garstka ludzi to robi, że szok. Nie bądź jak oni. Nie daj po sobie poznać, że jesteś amatorem.

Prześlij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *