Zaznacz stronę

Yin i yang

O pączkach słów kilka…

 

Żryj pączki na czas. Hamburgery na ilość. Pobijaj rekordy rzygając tęczą na coraz większe odległości.
Inni mają małego robaka na dzień. Albo idą spać, by zapomnieć o głodzie.

I dobrze – jest balans, równowaga. Ziemia kręci się dalej i nic nie zaburza światowego porządku.

Jest YIN – kraje Trzeciego Świata ubrane w dziurawe spodnie, wykluczone społecznie osoby pozostawione same sobie… i wiele, wiele więcej. Jest też YANG – rozpieszczone dzieci z każdą nowinką technologiczną w kieszeni, radosne grubaski z BMI 30+ i lukrem na ustach… i tak dalej. Masz w głowie setki innych przykładów, bo dobrze wiesz, o czym piszę. A przynajmniej tak ci się wydaje…

Jedni mają w chuj, a reszta nie ma czegokolwiek. Czy na pewno?

Masz dach nad głową, pełny brzuch i wszystkie zęby… ale wewnętrznie jesteś wrakiem z wieloletnią depresją. Z kolei osoby biegające boso po dżungli mają radosne uśmiechy i “chwytają każdy dzień”, choć marzą zapewne o luksusach pokroju jazdy rozklekotanym tramwajem czy możliwością zobaczenia filmu w kinie.
Takie myślenie… jest najbanalniejszym sposobem tłumaczenia sobie całego świata. Oni nie mają czegokolwiek, ale są szczęśliwi – ja mam wszystko i jest mi źle. Jesteśmy kwita. Jest fair. Banał, który nie zmusza do żadnego działania. To wręcz pokaz ignorancji i ogólnego wyjebania. Chyba, że po prostu jesteśmy głupi i zaślepieni w samych siebie…? Nie wiem, możliwe. Ale na pewno jest nam wygodnie. Wygodnie na tyle, że ciężko pomyśleć bardziej globalnie i wyjść poza naszą strefę komfortu. Myślenie jest niebezpieczne – co jeśli dotrze do naszych małych główek, że nasza cywilizowana wizja świata jest dość mocno naciągana, by ukryć pewne “szczegóły”? Co będzie z nami, jeśli zrozumiemy, że są inni ludzie – w większej potrzebie – a my jesteśmy w stanie im pomóc?

Czy to zaburzy balans, równowagę, yin i yang? Oczywiście… że nie.

Zmiana nastawienia, przemianowanie wartości czy spojrzenie na całokształt z innego punktu nie zaburzy działania świata. Nic nie eksploduje, nie poumieramy w jakimś kataklizmie, system się nie zawiesi. Śmiem twierdzić, że dla nas wszystkich będzie to całkiem dobre – może budowa kilku dróg i mostów w biedniejszym miejscu planety będzie sensowniejsza niż produkowanie kolejnych śmieci pokroju fidget spinnerów, o których wszyscy juz dawno zapomnieli? Może czas wykorzystać surowce do ambitniejszych celów? Może to już czas myśleć co się robi, a nie robić cokolwiek i myśleć jak na tym zarobić?

Problem zauważą tylko ci, którzy mają w chuj. I ci zmanipulowani.

Nikt nie zmusi producentów do projektowania rzeczy o dłuższej żywotności i przydatności. Nie da rady, by żywność, słodycze czy napoje produkować zdrowsze. Wszystko tylko po to, by produkować mniej, ale lepiej? Gdzie w tym interes?
Tacy ludzie musieliby stracić. Ale nie chcą i nie stracą – podniosą ceny, zwolnią pracowników. Wmówią wszystkim, że to się nie opłaca, że to nie ma sensu i racji bytu. Tak nie można! Wpłyną na polityków, zmienią prawo, stworzą medialną otoczkę – brzmi to ładnie, ale wolę brutalniejsze słowa: zrobią ludziom z mózgu jeszcze większe gówno.
I dlatego jedni są biedni jak myszy kościelne, a inni mają w chuj i jeszcze więcej. A najliczniejsza grupa – klasa średnia – jest manipulowana tak, by myślała, że straci najwięcej. Straci wygodę, prestiż, możliwości. I ludzie w to uwierzyli. Przestali myśleć albo myślą, że myślą. A są po prostu zaprogramowani.

I wszystko kręci się dalej w jakimś bliżej nieokreślonym celu. Raz na jakiś czas mała wojna, co roku premiera nowych gadżetów, pokaz nowej linii ciuchów. Tak jest wygodnie, nie ma innej opcji. Lepiej bezsensownie konsumować kolejnego pączka niż pomyśleć, że to masowe gówno zostało wytworzone z najgorszej jakości surowców tylko dlatego, że kiedyś ktoś rzucił hasło: “dzisiaj wpierdalamy pączki”.

Jak będziesz wieczorem rzygał to wspomnij moje słowa.

Prześlij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *